Historia Tup-Tupa

Rozwój Tup-Tupa – początki i to co dalej?

Osobista historia Kasi Skóry - założycielki Tup-Tupa

Kiedy w okresie nastoletnim usłyszałam pojęcie „Montessori”, nie znaczyło ono dla mnie
nic niezwykłego. Intuicyjnie wyczuwałam, że mnie to przyciąga, ale moje pojęcie o roli
nauczyciela (wówczas błędne) mnie zniechęciło. Wiedziałam tyle, że nauczyciel ma być
obserwatorem. Brzmiało to dla mnie na naciąganie i wymigiwanie się z robienia z dziećmi
czegokolwiek, poza ich obserwacją. Wyobrażałam sobie nauczyciela siedzącego przy
biurku z kawą i rzucającego jedynie okiem na dzieci. Nie zdawałam sobie sprawy, jak
bardzo się myliłam.

Pomimo tego, że od małego uwielbiam małe dzieci, początkowo nie wybrałam pedagogiki jako
kierunku studiów. To było dla mnie jeszcze za wcześnie – zupełnie nie myślałam o swoim dorosłym
życiu. Dopiero po skończeniu socjologii ukończyłam pedagogikę.

Powstanie Tup-Tupa (maj 2011)
Studiując, otworzyłam Klub Malucha Tup-Tup jako spełnienie marzeń małej dziewczynki o Domowym
Przedszkolu (był kiedyś taki program telewizyjny) i rozszerzenie pracy niani. Chciałam zaprosić do
siebie gromadkę dzieci i zorganizować im czas dostosowany do ich rytmu. Moim fundamentem było
sprawowanie opieki nad każdym dzieckiem w sposób indywidualny, mimo że tworzyła była ich cała
grupa. Ważne dla mnie było zachowanie pór drzemek i jedzenia, a także dopasowanie zabaw i zajęć
do potrzeb rozwojowych dzieci. W grupie najpierw 3, potem 5, 10 aż w grupie piętnaściorga dzieci nie
można się tego nauczyć z dnia na dzień. Chciałam, by dzieci czuły się jak w domu, chciałam by czuły
bliskość, zainteresowanie, to że ich decyzje są brane pod uwagę. Chciałam też żeby czuły, że mają
moc sprawczości – że to one potrafią czegoś dokonać. Pozwalała i nadal pozwala na to mała grupa
dzieci i odpowiednia liczba dorosłych opiekunów.

Montessori wciąga
W 2014 roku temat pedagogiki Montessori do mnie wrócił. Pojawiła się możliwość wzięcia udziału
w trzydniowej konferencji „Letnia Akademia Montessori” w Krakowie. Ten czas mnie odmienił.
Poznałam, jak wyglądają zajęcia w szkole Montessori. Poznałam niemieckich pedagogów. Poznałam
pasjonatów Montessori. Te 3 dni sprawiły, że zaczęłam się interesować, co zrobić by zostać
nauczycielem Montessori i co zrobić by móc prowadzić taką placówkę. Odwiedzałam mnóstwo stron
internetowych z filmami, na których mogłam oglądać jak dzieci pracują z materiałem Montessori, jak
tworzyć pomoce zgodne z tym nurtem. Od tamtej pory, kiedy słyszę „Montessori”, moje serce bije
mocniej!

Komunikacja jako priorytet
Równolegle od początku kiedy Tup-Tup istnieje i zatrudniam osoby zajmujące się dziećmi, zależy mi
na tym, by mówić do dzieci bez krzyku, a z miłością, cierpliwością i traktując je poważnie. Bardzo dużo
czasu przeznaczam na rozmowy z opiekunkami o tym, jak mówić do dzieci. Wspieramy się literaturą,
artykułami i warsztatami. Bazową książką stała się dla nas pozycja „Jak mówić, aby dzieci nas
słuchały, jak słuchać aby dzieci do nas mówiły” autorstwa E. Mazlish i A. Faber, którą każda opiekunka
czyta na początku swojej przygody z Tup-Tupem. Ale ta książka to dopiero początek. My wchodzimy
głębiej w ten wątek i zgłębiamy komunikację z dziećmi w duchu Porozumienia bez Przemocy.

Co powstaje?
Połączenie metody Montessori z Porozumieniem bez Przemocy wydaje mi się być idealne w opiece
nad małym dzieckiem. Z jednej strony metoda Montessori, która pozwala dziecku być samodzielnym,
a z drugiej Porozumienie bez Przemocy będące komunikacją nazywającą uczucia i opisującą świat
takim jakim jest, bez ocen i szufladkowania.


W Tup-Tupie mówimy do dzieci wg zasad Porozumienia bez Przemocy. Każda opiekunka jest
wprowadzana w taki styl komunikacji. Wprowadzamy małymi krokami pedagogikę Marii Montessori.
Mamy już część oryginalnych pomocy, z czasem będzie się ich pojawiać więcej.

 

Od początku istnienia Tup-Tupa prowadzimy jedną grupę liczącą do 15 dzieci. W październiku 2017 oprócz tej grupy powstanie grupa dla 5 dzieci prowadzona wg pedagogiki Montessori.